Austria

Alpy Wapienne. Droga do jeziora Schwarzensee.

Czechy

Góry Izerskie. Okolice Detrichova.

Polska

Karkonosze. Przełęcz Odrodzenie.

Czechy

Czeski Raj. Panorama z wieży widokowej Cisarsky Kamen.

Austria

Alpy Wapienne. Góra Schafberg.

środa, 9 maja 2018

Cis Henrykowski – najstarsze w Polsce drzewo (4.05.2018)

Wbrew potocznym opiniom to nie dąb Bartek jest najstarszym drzewem w Polsce, ale położny ok. 9 km na północny zachód od Lubania cis, zwany Cisem Henrykowskim, którego wiek datuje się, w zależności od źródła, na 1250 – 1500 lat (średnio o sto lat więcej niż wiek Bartka). Z Bogatyni do Henrykowa Lubańskiego (wsi, w której rośnie drzewo) jest 55 km. Wybrałem się tam rowerem podczas minionej majówki. 

Najlepsza bo najmniej ruchliwa trasa dla roweru prowadzi przez przejście graniczne Srbská – Miłoszów, następnie do Leśnej i Lubania. Chwilami jest nawet malowniczo, niestety, po dotarciu do Lubania musimy być przygotowani na spory ruch samochodowy, cicho robi się dopiero po wjeździe do Henrykowa Lubańskiego, wsi gdzie wciąż żyje najstarsze polskie drzewo. Dość powiedzieć, że ok. 1250 lat temu miała miejsce bitwa wojsk Strathclyde z Piktami pod Mugdock (Szkocja). Dzisiaj nie ma ani jednych ani drugich, a drzewo wciąż stoi i to mimo wielu przygód, które mogły zakończyć się dla drzewa w najgorszy sposób. Najgroźniejszy był huragan z 1989 roku, kiedy od drzewa oderwała się jego odnoga, pozbawiając roślinę 5-cio metrowego obwodu. Dlatego od kilku lat cis jest otoczony instrumentarium, dzięki któremu wciąż żyje. Roślina ma problemy z gospodarką wodną i póki co nie jest w stanie samodzielnie w wystarczający sposób się nawadniać. Grozi to uschnięciem, zwłaszcza w czasie coraz bardziej ekstremalnych letnich miesięcy. Z tego powodu drzewo jest zacieniane. Z kolei w okresie wiosennych podtopów tworzy się sytuacja przeciwna, z którą też trzeba się zmagać. Drzewo ma swojego opiekuna, którym jest pan Jerzy Stolarczyk z firmy Eko-Trek. Dzięki niemu i jego wiedzy drzewo wciąż żyje i być może wkrótce będzie mogło przetrwać bez rusztowań i ludzkiej ręki. 

Rynek w Lubaniu

Wieża Trynitarska, pozostałość po spalonym kościele

Kościół Świętej Trójcy

Cis Henrykowski




Cis Henrykowski został ustanowiony pomnikiem przyrody w 1992 roku. Jego wysokość to 10,5, obwód – 425 cm. Drzewo rośnie oparte o dom nr 293, do którego prowadzą liczne znaki. Warto tu przyjechać, bo nie wiadomo jakie będą losy rośliny. 

Mapa:

piątek, 12 maja 2017

Do zameczku w Jagniątkowie czyli Dom Gerharta Hauptmanna (7.05.2017)

Blisko 200 tysięcy przedwojennych marek kosztowała budowa wzorowanego na pałacyk z basztą domu późniejszego noblisty Gerharta Hauptmanna, który powstawał w latach 1900 – 1901. Inne dane obiektu też robią wrażenie: jego powierzchnia to 0,19 ha, kubatura ponad 10 tys. metrów sześciennych, obszar parku należącego do domu to 1,61 ha. Odwiedziłem Dom Gerharta Hauptmanna, obecnie będący oddziałem Muzeum Miejskiego w Jeleniej Górze, w czasie ostatniego niedzielnego wyjazdu rowerem.

Pogoda w Bogatyni nie była jeszcze taka zła, załamała się w trakcie powrotu, gdzieś na drodze pomiędzy Szklarską Porębą a Świeradowem Zdrój. Temperatura spadła do około 5 stopni Celsjusza, pojawiły się, na szczęście niewielkie, opady deszczu. Średnio na taką pogodę byłem przygotowany, otuchy dodali mi jadący w przeciwną stronę kolarze, z którymi pozdrawialiśmy się i wymienialiśmy uśmiechy. Zanim jednak ruszyłem w drogę powrotną miałem przed sobą blisko 70 km do pokonania, w tym sporą ściankę z Piechowic do Jagniątkowa, gdzie znajduje się Dom Gerharta Hauptmanna. Sama miejscowość jest dzisiaj dzielnicą Jeleniej Góry choć wygląda jak samodzielne miasteczko. Wciśnięte nieco na ubocze, urokliwe miejsce za drzewami otoczone żywą zielenią – tak obecnie z zewnątrz wygląda muzeum pamięci Gerharta Hauptmanna, dramaturga i powieściopisarza, który w 1912 roku otrzymał literacka Nagrodę Nobla.


Szklarska Poręba


Park przy muzem

Dom Gerharta Hauptmanna



Niemiecki literat mieszkał w Jagniątkowie z przerwami od 1901 roku aż do śmierci w 1946 roku. Willa Wiesenstein, bo tak został nazwany zameczek, została zbudowana według projektu berlińskiego architekta Hansa Grisebacha. Po II wojnie światowej, kiedy zorganizowano dla wdowy po pisarzu specjalny pociąg do Niemiec „Hauptmann Transport”, w którym przewieziono dobytek i spuściznę po twórcy, losy obiektu nie były do końca znane. Ostatecznie do 1997 roku mieścił się tutaj Ośrodek Wczasów Dziecięcych "Warszawianka". Muzeum zaczęło swoją działalności w 2005 roku i obecnie do zwiedzania udostępnionych jest 5 sal: gabinet Gerharta Hauptmanna, biblioteka, sala kominkowa, jadalnia oraz ciekawy hol – w całości ozdobiony wykonaną przez J. M. Avenariusa polichromią o rajskiej tematyce. Wśród eksponatów znajdziemy pamiątki po pisarzu, pierwsze wydania jego książek, dokumenty, fotografie. Bilet wstępu kosztuje 7 zł.

Wnętrza muzeum














Po zwiedzaniu i sesji fotograficznej ruszyłem do domu. Po drodze czekały na mnie dwie kolejne ścianki. Pierwsza to podjazd z Piechowic przez Szklarską Porębę Dolną w okolice Zakrętu Śmierci, druga zaś z dolnej części Świeradowa-Zdroju w okolice kolejki gondolowej. W sumie spore podjazdy, ale przy takiej pogodzie była szansa się rozgrzać. 

Chłodny Świeradów-Zdrój



Mapa:


poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Zamek Czocha, zapora złotnicka i (prawie) zamek Gryf (23.03.2017)

Byle jaki pogodowo łikend zmusił mnie do chwilowego powstrzymania zapędów rowerowych w kierunku długich tras. Ale i tak setka wpadła, choć za sprawą silnego wiatru kosztowała mnie o wiele więcej energii niż zwykle. A cele? Tym razem po polskiej krainie, do miejsc popularnych i łatwych do zdobycia: zamku Czocha, położonej kawałek dalej zapory złotnickiej oraz ruin zamku Gryf. W ostatnim przypadku udało się dojechać, ale z wejściem był już problem.

Niedziela pod względem pogody nie odbiegała od poprzedzających ją dni: było chłodno, wiatr wiatr, a na niebie na przemian to słońce i błękitne niebo, to chmury, deszcz, grad i śnieg. Ogólnie jak na kwiecień to marny przełom listopada i grudnia. A jeśli dodać do tego podmuchy mroźnego wiatru - najlepiej siedzieć w domu. I dlatego wybrałem się na rower.

Droga w kierunku zamku Czocha minęła dość szybko, bo miałem z wiatrem. Na dziedziniec obiektu wjechałem z niezłym impetem zapominając zatrzymać się przy kasie. Za wstęp uiściłem opłatę dopiero przy wyjeździe (4 zł), na szczęście nikt do mnie z tego powodu nie zamierzał strzelać. Historia zamku sięga XIII wieku, kiedy na ówczesnym śląsko-łużyckim pograniczu padł rozkaz budowy granicznej twierdzy. Na przełomie dziejów twierdza trafiała w ręce polskie, czeskie i niemieckie. Z początkiem XX wieku, kiedy ówczesnym jej właścicielem był producent wyrobów tytoniowych z Drezna, obiekt został przebudowany według wyglądu z XVIII wieku. Po II wojnie światowej i przejęciu przez państwo zamek był systematycznie okradany. Co ciekawe, przez jakiś czas mieścił się tu niedostępny dla ogółu i niewidoczny na mapach Wojskowy Dom Wczasowy. Obecnie zamek jest udostępniony jako ośrodek hotelowo-konferencyjny. Często jest obiektem wykorzystywanym przez filmowców („grał” w „Wiedźminie” czy serialu „Tajemnica twierdzy szyfrów”). W najbliższy zaś łikend przewidziane jest nocne zwiedzanie zamku.

Zamek Czocha

Kot też przyszedł pozwiedzać




Rzut beretem od zamku w kierunku Złotnik Lubańskich znajduje się zapora złotnicka na rzece Kwisie. Budowana w latach 1919-24 ma 36 m wysokości, długość jej korony to 168 m. Zapora spiętrza wodę na długości około 8,4 km, a powstałe dzięki temu jezioro ma 125 ha powierzchni. U jej podnóża zbudowano elektrownię wodną, której moc wynosi 4,42 MW. Z uwagi na wczesną porę (w okolicach zapory byłem przed 9.00) poza dwoma wędkarzami nie było tu żywego ducha. Akurat wyszło słońce i zrobiło się bardzo przyjemnie. Mógłbym tu zostać dłużej, ale chciałem przed spodziewanymi w okolicach południa opadami deszczu odwiedzić ostatni z zaplanowanych celów. Chcąc nie chcąc ruszyłem w stronę Gryfowa Śląskiego mijając po drodze budzący się powoli do życia ośrodek rekreacyjny „Złoty sen”. 

Spiętrzona woda Kwisy




Tama w całej okazałości

Elektrownia wodna




Kiedy stanąłem w obrębie rynku w Gryfowie Śląskim miasteczko tkwiło w objęciach sennego, niedzielnego poranka. Zrobiłem kilka fotek i ruszyłem w stronę ruin zamku Gryf. Diametralna zmiana kierunku jazdy spowodowała, że dostałem w czoło podmuchy wiatru. Tak miało być aż do powrotu do domu. Plus trzykrotne gradobicia, przelotne deszcze i trochę śniegu.

Ruiny Gryfu znajdują się w miejscowości Proszówka, na widocznym z daleka porośniętym wzgórzu. Zamek pochodzi z XIII wieku, a jego historia zakończyła się w 1799 roku, kiedy został rozebrany. Wcześniej był najpierw w rękach książąt świdnickich, później króla czeskiego Wacława IV, następnie stał się własnością rodu Schaffgotschów. Niestety, to wszystko co można o tym miejscu pozytywnego napisać. Nie chcę się pastwić nad obecnym gospodarzem obiektu (którym jest fundacja „Idź, i ty czyń podobnie!”), ale niestety, w tym wypadku widać, że turysta to tutejszy wróg. Owszem, można się dostać na teren obiektu przez uchyloną bramę, można nawet przebyć kilkadziesiąt metrów. Ale dostępu do samych ruin strzeże groźnie wyglądający i ujadający pies, w dodatku uwiązany do łańcucha. Nie ma żadnej informacji o godzinach otwarcia, nie ma nic o możliwości zwiedzania. Telefon odszukany w internecie odsyła do kontaktu przez pocztę elektroniczną, dopiero wysłanie SMS-a skutkuje po kwadransie nadejściem odpowiedzi i zaproszeniem do zwiedzania od godziny 11.00. Gdybym chciał skorzystać z zaproszenia, musiałbym czekać co najmniej 1,5 godziny. Z drugiej strony wystarczyło tę informację umieścić w necie. Ale chyba nikomu nie zależy na odwiedzinach, tak jak na uporządkowaniu terenu (w oczy rzuca się zniszczone ogrodzenie, pozarastane obejście i ogólny nieład). I jak na ironię nazwa tej fundacji „Idź, i ty czyń podobnie!”…

Mam nadzieję, że nikt kto tu był nie wziął sobie do serca tego wyjątkowo, w tym kontekście, źle dobranego cytatu z ewangelii.

Gryfów Śląski - rynek



Ruiny zamku Gryf


Dostępu do ruin broni pies

Zamaskowane zwierzę w zbliżeniu (pośrodku)



Stóg Izerski
 Mapa: